"Zdrajca" wyróżniony Feniksem przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich

Z Markiem Harnym, autorem powieści "Zdrajca" rozmawia Joanna Weryńska

- Zaskakujące, że zdeklarowany ateista napisał powieść o lustracji w polskim Kościele...

- Zdeklarowany? Nigdzie się z tym nie deklaruję. To prywatna sprawa.

- I tak wszyscy wiedzą. Jak to się więc stało, że w zeszły piątek Stowarzyszenie Wydawców Katolickich przyznało "Zdrajcy" wyróżnienie Feniksa?

- Wyróżniono książkę, nie autora. Też się trochę dziwię, bo do tej pory ze strony Kościoła dobiegały raczej tylko niechętne pomruki. Myślę, że świadczy to, iż w polskim Kościele jednak są ludzie z otwartymi głowami, tak jak jeden z bohaterów powieści, ksiądz Tański, który nawet odprawiał msze dla niewierzących.

- Księdzem, wbrew swej woli wplątanym w "aferę z teczkami" jest też Konrad Halicki, główny bohater "Zdrajcy". Dlaczego wziął pan na warsztat akurat duchownych?

 

- A dlaczego nie? Skoro można pisać o murarzu, to także o księdzu. Prywatnie ciekawi mnie, co powoduje, że dorosły facet w swoich najlepszych latach, mający pewne potrzeby, również seksualne, wybiera drogę kapłaństwa. Jeśli powołanie jest autentyczne, to jestem pełen podziwu.

- Na okładce książki widnieje facet w koloratce... i tytuł "Zdrajca". Kto nim właściwie jest?

- Na to pytanie czytelnik musi sobie odpowiedzieć sam.

- A dlaczego akurat imię Konrad? Skądinąd bardzo często eksploatowane w polskiej literaturze...?

- Najprostsza w świecie przyczyna jest taka, że bohater powieści powinien mieć imię wyraziste, zapadające w pamięć. Oczywiście, aluzje literackie nie są przypadkowe. Konrad z "Dziadów" wadził się z Bogiem...

- A lustracja?

- To nie jest powieść o lustracji. Lustracja to tylko wyzwanie, jakiemu musi stawić czoła bohater. Harry Potter miał swojego lorda Voldemorta, a ksiądz Konrad lustrację. Iwaszkiewicz stawiał księży wobec moralnych dylematów wojny, ja uwikłałem mojego Konrada w "wojnę teczkową", karykaturę wojny prawdziwej. To wyzwala u niego potrzebę poznania.

- Pana postaci, choć są elementem fikcji literackiej, posiadają wiele cech osób znanych nam z realu. Mam tu na myśli choćby postać księdza Abramowicza-Mirskiego, który zdecydowanie przypomina księdza Isakowicza-Zaleskiego...

- Rzecz dzieje się w określonym miejscu i czasie, więc postaci z realu są tu jakby alibi. Jednak nie miałem na celu osądzać konkretnych ludzi czy sytuacji. To nie moja rola.

- A jakie jest pana prywatne zdanie o tym co robi ksiądz Zaleski?

- Bardzo cenię jego działalność na rzecz niepełnosprawnych... To pani nie zadowala? Cóż, do działań lustratorskich księdza Isakowicza-Zaleskiego nie mam osobistego stosunku.

- A do samej lustracji?

- Już dawno trzeba było otworzyć archiwa, mieć to z głowy, myśleć o przyszłości. Ktoś wolał, żebyśmy się taplali w tym szambie, aż wymrą ostatni pamiętający niewolę egipską... tfu!... moskiewską. Dla niektórych, także niestety ludzi mediów, stało się to już wręcz niezdrowym hobby, sposobem na życie.

- Co o obecnej sytuacji polskiego Kościoła sądzi pan jako niewierzący?

- Kościół przez lata przyzwyczajony do ojcowskiej ręki papieża-Polaka teraz chyba się trochę zagubił. Wysyła sprzeczne sygnały. Nie chodzi o to, że Życiński mówi co innego niż Rydzyk, bo to dobrze. Gorzej, że Kościół daje się manipulować politykom, choć niektórym ludziom Kościoła może się wydawać, że jest na odwrót. To złożone sprawy. Myślenie typu Polak-katolik może ocaliło naszą tożsamość narodową pod zaborami i za komuny, ale teraz jest raczej naszym kalectwem.

- Wspomniał pan o Janie Pawle II...

- Tak, jego myślenie o społeczeństwie bardzo mi odpowiadało. W sprawach obyczajowych raczej się z nim nie zgadzałem. Niestety, myśl społeczna polskiego papieża została zapomniana przez polskich polityków, którzy tak chętnie dają się filmować na różnych pielgrzymkach i rekolekcjach. Żaden nie zająknie się o encyklice "Laborem exercens", pewno jej w ogóle nie czytali. Za to co rusz wypowiadają się w sprawach majtkowych. Żenada.

- A czy wyobraża sobie pan czasami swoich czytelników? Do kogo na przykład skierowany jest "Zdrajca"?

- Autor jest jak rozbitek, który wrzuca do morza butelkę, ale kto ją wyłowi? Chciałoby się, aby był to ktoś, kto zrozumie...

"Polska-Gazeta Krakowska", 31 marca 2008.