STRONA GŁÓWNA AUTOR POWIEŚCI CIEMNA STRONA KONTAKT

Stąpanie po cienkim lodzie

– Jeden z bohaterów „Dwu kochanek” powiada, że czytelnicy nierzadko doszukują się w powieściach prawdziwych faktów. Czy w przypadku Pana najnowszej książki jest to uzasadnione?

– I tak, i nie. „Dwie kochanki” nie są ani „powieścią z kluczem”, ani tym bardziej autobiografią. Można się co prawda dopatrzyć pewnej zbieżności losów powieściowego bohatera Marcina Cichego i moich, jednak podobieństwa te są powierzchowne i mylące.

Rzeczywiście, podobnie jak w poprzednich powieściach, mieszam fikcję literacką z wydarzeniami, które naprawdę miały miejsce.Prawdziwa, choć wygląda nieprawdopodobnie, jest historia dowódcy radzieckiej partyzantki z gór Beskidu Sądeckiego, a równocześnie oficera NKWD, który został jakoby zlikwidowany przez podziemie niepodległościowe, by po wielu latach „zmartwychwstać”. Miał też miejsce fakt zabójstwa dwojga Czechów przez pijanego polskiego żołnierza w trakcie napaści wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w roku 1968. Takich „zapożyczeń z rzeczywistości” jest więcej. Jeśli zaś chodzi o przeżycia Żydów, ukrywających się w czasie okupacji niemieckiej w wioskach Sądecczyzny, to zdaje Pan sobie sprawę, że poruszałem się po szczególnie cienkim lodzie. Sięgnąłem więc do relacji pochodzących z tego terenu ocaleńców, które znalazłem w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. To nie znaczy, że z nich przepisywałem. Chodziło mi raczej o ustalenie, co w tamtych warunkach było możliwe, a co nie.

– Bohaterowie "Dwu kochanek" przygotowują scenariusz filmowy. Powieść zdaje się potwierdzać, że Holocaust Industry, że przywołam definicję prof. Normana Finkelsteina, ma się dobrze...

– Profesor Finkelstein, którego rodzice stracili wszystkich bliskich w niemieckich obozach zagłady, może mieć prawo do takich określeń. Ja byłbym z tym ostrożniejszy. Jak rozpoznać, kto chce pokazać kawałek prawdy, a komu przyświecają inne intencje? Granica jest cienka. Nie bez powodu pytano, czy po Holokauście literatura jest jeszcze możliwa, zwłaszcza czy jest możliwe pisanie o Zagładzie, a choćby nawiązywanie do niej pośrednio, jak mnie się niekiedy zdarza. Przed laty Jarosław Iwaszkiewicz wspominał, że kiedy niedługo po upadku powstania w getcie warszawskim Jerzy Andrzejewski na jakimś tajnym spotkaniu odczytał „Wielki Piątek”, swoje świeżo napisane opowiadanie na ten temat, zebrani przyjęli to z niesmakiem i oburzeniem, że tak się nie godzi. Z drugiej strony dziś już wiadomo, że milczenie, wynikające być może z nadmiernej powściągliwości, też nie prowadzi do niczego dobrego, jest tylko oddawaniem pola. Cały świat wie, że Żydów ratował dobry Niemiec Schindler, a na temat Ireny Sendlerowej Polacy milczeli powściągliwie przez pół wieku, aż musiały się o nią upomnieć dziewczynki z college’u w małej mieścinie w stanie Kansas, a potem amerykańska telewizja CBS. O rodzinę Ulmów i inne podobne rodziny nie upomniał się do tej pory nikt. To wielki dla nas wstyd i wielka z naszej strony głupota.

– Relacje żydowsko-polskie ciągłe cechują ogromne emocje. Czy to się kiedykolwiek zmieni?

– Nie jestem jasnowidzem, ale obawiam się, że nieprędko, jeśli w ogóle. Wystarczy zajrzeć na fora internetowe, co tam się wyprawia. Ile tam jadu, ile zatrutej śliny. Nawet jeśli przyjąć, że w sieci wyżywają się głównie małoletnie trolle, niedouczeni frustraci i osoby zaburzone psychicznie, to obawiam się, że właśnie oni są głosem milczącej większości. I to chyba nie tylko po naszej stronie. Nieprzypadkowo takim powodzeniem cieszy się to, co opowiadają z jednej strony na przykład Leszek Bubel, a z drugiej choćby taka Debbie Schlussel, według Wikipedii „an American attorney and political commentator”, która debatę historyczną wzniosła na nowy poziom intelektualny, wyzywając Polaków od szmochów (schmucks). Można wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to są idioci, którymi nie warto się przejmować. Ale to nie są idioci, oni z tego żyją. I gdyby na ich gadanie nie było popytu, siedzieliby cicho. Tak, że marnie mi to wygląda.

Rozmawiał: Tomasz Zb. Zapert

Wywiad (w skróconej postaci) ukazał się w "Magazynie Literackim Książki" nr 10/2014

Poszukując prawdy...

Czytanie nowej książki Marka Harnego jest - w dobie wielu opowieści pisarzy niewiele mających do powiedzenia - mierzeniem się z prawdziwą, soczystą, poruszającą oraz nakreśloną z rozmachem historią.

"Dwie kochanki" to narracja rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych, wymagająca i dosadna, stawiająca nas wobec niewygodnych tez, demitologizująca bohaterstwo, ukazująca strach w jego najbardziej naturalistycznej postaci. Harny formalnie buduje opowieść, której kolejne odsłony są łatwe do przewidzenia. Czyta się go ze spokojem, a jednocześnie z trudną do nazwania wątpliwością tego, czy naprawdę da się wybiec do przodu, rozpoznać pozostawiane znaki, ułożyć tę skomplikowaną fabułę w jedną całość. Rzecz ma się o kobiecie żydowskiego pochodzenia, która poszukuje prawdy o matce. O młodym człowieku doświadczonym przez Historię i o obsesyjnym zaangażowaniu się w tajemnice skryte gdzieś w rodzinnej wsi. A może już w lesie, wśród partyzantów, między bohaterami skazywanymi potem przez stalinowskie sądy na śmierć.

Harny opowiada o ludziach, którzy są niejednoznaczni, a ich motywy działania zmuszają do refleksji nad tym, jak wiele zła, dobroci i obojętności jednocześnie może kryć się w każdym z nas. Każdym, kto opowiada swą historię z własnego punktu widzenia. "Dwie kochanki" pokazują, że dane wydarzenie można zapamiętać na kilka różnych sposobów. To historia zagubionego chłopca, potem rozdartego wewnętrznie mężczyzny oraz historia dwóch kobiet - jednej i drugiej rozpaczliwie konfrontowanych z własną niemocą oraz tajemnicami, których nie da się wyjaśnić.

W 1962 roku Marcin Cichy ma szesnaście lat i przebywa u dziadków w Zyndramowicach, by uczyć się do egzaminu poprawkowego, który pożegna go ze szkołą, gdzie pokazał się z niepokornej strony. Marcin przejawia wszelkie młodzieńcze fascynacje i tkwi w nim witalność jego wieku. Tymczasem obok słyszy opowieści o śmierci i o zagładzie. Słuchając dziadka, poznaje nienawiść do Rosjan oraz odkrywa, jak silnie wrośnięty w części jego rodaków jest antysemityzm, zmora jego późniejszego życia. Ojciec - uratowany cudem od śmierci, były dowódca partyzantki AK - nieporadnie próbuje nawiązać kontakt z dorastającym synem, opowiadając mu o masakrze Żydów w okolicy oraz wtajemniczając w losy pewnej ciężarnej kobiety. Tymczasem do Zyndramowic przebywa z wujem Marcina jego narzeczona, Maryla. Studentka polonistyki nieprzypadkowo zjawia się w tej wsi. Czegoś szuka. Próbuje znaleźć ślady. Młody Cichy z miejsca ulega fascynacji dziewczyną o czerwonych paznokciach, nie podejrzewając jednocześnie, iż jej życie oraz tajemnice nie dadzą mu spokoju już nigdy. Ale na razie jest sielskie lato, którego atmosferę zniszczy podpalenie i pojawiające się zewsząd oskarżenia.

Jesteśmy jednocześnie w Prowansji, gdzie ten sam Cichy znajduje się w domu swego rosyjskiego przyjaciela i wraz z nową towarzyszką życia, Agatą, pracują nad scenariuszem serialu o Miriam Podgorski, która niedawno straciła życie w wypadku samochodowym. Cichy próbuje zrozumieć motywacje Agaty - dlaczego tak silnie związała się z Miriam już za jej życia oraz dlaczego chce stworzyć wspomniany scenariusz. Agata wydaje się silna i efemeryczna jednocześnie. Bohater zdaje sobie sprawę, że nie związali się przypadkiem. Młoda kochanka pisarza nie zna okresu, kiedy Miriam, zwaną jeszcze Marylą, fascynował się nie tylko sam Cichy. Nie zna do końca dramatu życia artystki, która wiecznie przed czymś uciekała, stale jednocześnie chcąc poznać prawdę o sobie. Teraz, kiedy Miriam nie ma, prawdziwość relacji między Agatą a Cichym ma warunkować wejście w czas miniony i zrozumienie zagadki dalszych losów uratowanej cudem z pogromu żydowskiej ciężarnej kobiety.

"Dwie kochanki" to opowieść o bolesnych uprzedzeniach i o kamuflowaniu prawdy, które doprowadzają do niejednej życiowej tragedii. To nie tylko czas zatrzymany gdzieś w momencie, w którym Polacy ukrywający Żydów musieli zdecydować, co z nimi zrobić. To czas obsesji samego Cichego, który najpierw zupełnie nieświadomie, potem obarczony coraz to nowymi prawdami dotyczącymi przeszłości, próbuje zrozumieć istotę bliskości z Marylą oraz fakt, iż niejednokrotnie zdecydował, by być od niej daleko, a przecież z jej tajemnicami pozostawał blisko na zawsze. Napisana i wydana książka oparła się na zapiskach niejakiej Chany Berg i to one przede wszystkim zmieniły życie Cichego już w momencie, w którym wiedział, iż do Maryli będzie mu daleko nie tylko w znaczeniu geograficznym. Jak teraz żyć? Co zrobić z cieniem tej kobiety?

Harny nie próbuje opowiadać się po którejś ze stron, ale wikła przeszłość opowieściami, które czasem nawzajem się wykluczają. Stawia pytania o to, kim może być człowiek w sytuacji zagrożenia i jak cienka granica dzieli przywiązanie od nienawiści. Ukazuje też stereotypy, które boleśnie rozgniata. W jego historii nic nie jest oczywiste. Partyzanci-tchórze? Polscy chłopi ze swym ambiwalentnym stosunkiem do Żydów? Komunistyczne władze piszące historię wojny i powojnia po swojemu? Stalinowscy kaci, którzy mogli się mylić i młodzi karierowicze mieszający fakty z zemsty bądź ignorancji? Jest w "Dwóch kochankach" wiele światów, wiele motywacji, sporo znaków zapytania i rosnąca wątpliwość w to, komu ufać i dokąd nas ta historia prowadzi. Harny zadaje nie tylko pytanie o to, czy można obnażyć cudzą intymność, by zachować spokój ducha. Myślimy także nad tym, jak bardzo niejednoznaczne pobudki mogą kierować ludźmi, którzy z taką łatwością i precyzją są w stanie po latach tłumaczyć się z własnych błędów. Ale to też powieść o niemocy i o wstydzie, o popełnionych błędach i pokucie za nie, przede wszystkim jednak o wyrzutach sumienia i o bolesnej polskości naznaczonej wieloma traumami, z których wciąż nie można się otrząsnąć.

"Dwie kochanki" imponują rozmachem, szczegółowością opisów i autorską wnikliwością. Harny zamyka zawikłane życiorysy kilku pokoleń w jedną opowieść o dochodzeniu do prawdy. Stawia pytanie o to, czym jest sama prawda. Sugeruje, iż bohaterowie mogą być okrutni, a uprzedzeni i ziejący nienawiścią mimo wszystko okazać serce bliźniemu. Nikt nie jest poddany ocenie, choć wielu mieni się sprawiedliwymi z gotowością do oceniania postępowania innych. W tej wieloznacznej opowieści ważna jest przede wszystkim miłość oraz dochodzenie do poczucia świadomości tego, jak godnie pożegnać przeszłość, by przestała być obsesją utrudniającą życie. Harny stworzył przekonujące wizerunki okaleczonych przez Historię oraz subtelną opowieść o bliskościach w oddaleniu. Takie historie, mocno zanurzone w polskości, uciekają od tego, co stereotypowe. Takie pisanie daje przyjemność obcowania z fabułą dogłębnie przemyślaną i wewnętrznie przez autora przeżytą. Świetna rzecz o pamięci racjonalizującej zło i o złu, które utkwi w pamięci na zawsze.

Jarosław Czechowicz: Blog "Krytycznym okiem", 4.09.2014.

Rozliczenie z życiem

Rozliczenia polsko-polskie, wpisują się coraz mocniej w naszą codzienność. Wzajemne wypominanie realnych, bądź wyimaginowanych win czyni to nasze polskie piekiełko jeszcze bardziej nieznośnym, zatruwając nasze życie i życie następnych pokoleń. O nich właśnie pisze Marek Harny w książce, która za kilka dni trafi do naszych księgarń.

Najtrudniejsze jest rozliczenie własnego życia. To pierwsze zdanie, które przyszło mi do głowy, kiedy zakończyłem lekturę tej książki. Bo właściwie akcja książki stanowi zapis obrachunku z własnym życiem jej bohatera. A życie to przebiegało pod znakiem walki ze stereotypami, które tak zatruwają nasze życie i wykoślawiają nasz obraz świata.

Jeśli Twój dom rodzinny żyje przeszłością, trudno jest byś trzeźwo oceniał teraźniejszość. Zwłaszcza, jeśli przeszłość ta opowiadana jest jedynie z punktu widzenie jednej, zainteresowanej utrwaleniem pozytywnego dla siebie przekazu, strony. Żyjesz wtedy partyzanckimi opowieściami przyjaciół Twego ojca, aluzjami na temat powojennych jego losów, stając się tak naprawdę członkiem dawno nie istniejącej formacji. Naturalnym jest, że przejmujesz wtedy poglądy swego otoczenia i jego wizję świata, mimo, że starasz się stać w opozycji wobec niego. Nasiąkając stajesz się młodym-starym, synem-kombatantem, oceniającym teraźniejszość i przyszłość normami przeszłości, idealizującym ludzi, których jedynym życiowym osiągnięciem jest to, że idealizują ich Tobie podobni.

Jak się więc wyrwać z tej matni? Dla Marcina Cichego ratunkiem była miłość. Obiektem jego westchnień stała się kobieta, która mogła być zmorą przeszłości, tym przysłowiowym trupem w szafie ludzi, którzy stanowili dotąd jego otoczenie. To właśnie dzięki tej miłości pozbywał się stereotypów, którymi nakarmiono go w dzieciństwie. Ta miłość ukształtowała jego poglądy na drugiego człowieka, oczyściła go z naszych tradycyjnych, narodowych niechęci wobec innych nacji i grup etnicznych czyniąc zeń niepokornego nonkonformistę. Pierwszym przejawem jego buntu była rozliczeniowa, niepokorna książka, którą wielu nazwało książką podłą, fałszującą rzeczywistość.

Nasz bohater próbuje więc rozliczyć się z własnym życiem. Impulsem staje się śmierć jego dawnej kochanki. Podążając tropem jej życia na nowo przeżywa swoje dzieciństwo, młodość i życie dojrzałe. Smutna to wędrówka, a humoru nie poprawia kończąca książkę obawa, iż nie zdoła uchronić własnego dziecka przed jadem, który zatruwał jego życie.

Marek Harny napisał książkę niezwykłą. Pełna cieni, niedomówień i niewyjaśnionych tajemnic przypomina starą prawdę… Niczego nie możemy być pewni, ani niczego nie możemy uznać za wyjaśnione, jeśli nie wysłuchamy wszystkich stron i nie zważymy tego na szalach własnego sumienia. Autor przestrzega nas przed nienawiścią, która zatruwa nie tylko nas, ale i nasze dzieci. A trucizny tej nie sposób usunąć.

Adam Kraszewski: Blog „Na temat”, 23.08.2014.