STRONA GŁÓWNA AUTOR POWIEŚCI CIEMNA STRONA KONTAKT

Róbta, co chceta

Na upartego można w „Wolontariuszce” widzieć tylko, lub przede wszystkim, romans. I mocno się pomylić. Rozgrywająca się w Krakowie historia niełatwej miłości Agnieszki i Michała wypełnia wprawdzie sobą pierwszy plan powieści, ale nie mniej ciekawe są jej inne plany, w tym ten odnoszący się do działalności dwóch terapeutów pracujących z alkoholikami i narkomanami: duchownego i świeckiego.

Charakteryzując postać pierwszego z nich – Gabriela Ochockiego – pisarz przywołuje historię z czasów głębokiej komuny, kiedy to młody kapłan „był młodym i zbuntowanym licealistą, po raz pierwszy zapuścił włosy i brodę, po czym ruszył do walki o wolność. Na jakiejś zadymie dorwali go zomowcy, zawieźli na ubecję Tam oficer przyjrzał mu się i zapytał szyderczo: >A ty, śmieciu, co? Jezusa zgrywasz?< Na co Gabriel: >Nie, bracie. Ja, bracie, jestem Jezusem<. No i spałowali go tak, że tyłek miał siny przez miesiąc. Na koniec pałowania oficer znów zadał pytanie: >No i co? Teraz już wiesz, że ani ty nie jesteś Jezusem, ani ja twoim bratem<. A on: >Tak jest, teraz już wiem, że obywatel porucznik nie jest moim bratem<. No i ponoć właśnie wtedy Ochocki tak uwierzył w swoje powołanie, że kiedy tylko zdał maturę, wstąpił do seminarium duchownego”.

W ośrodku Nasz Dom, który założył, pomoc znajdował każdy potrzebujący, pod warunkiem wszak, że swoje dotychczasowe życie zostawiał za bramą. Oznaczało to, że zabronione było u niego ćpanie, picie, palenie, seks także. Przebywający w ośrodku sami organizowali sobie życie, ksiądz – można by rzec – zapewniał im strawę duchową. I odniósł sukces, stając się gwiazdą mediów, laureatem licznych nagród. „Ale nie był bohaterem mojej bajki” – komentował działalność Gabriela Szymon, jego rywal na polu walki z narkomanią i alkoholizmem. Jeśli chodzi o Szymona, to ten niezrealizowany pisarz uważał, ze uzależnionego nie trzeba koniecznie skazywać na dożywotnią wstrzemięźliwość, gdyż można go – na przykład – nauczyć kontrolowanego picia.

Antagonistów w walce o psychiczne i fizyczne zdrowie tych, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie, połączyła osoba Michała. Zwany „tatkiem” Szymon zaangażował się w jego sprawę tak dalece, że stał się nawet kuratorem jego rodziny. W efekcie wdał się w romans z matką chłopaka. Ksiądz Gabriel natomiast nie uniósł ciężaru celibatu, zrzucił sutannę, związał się z kobietą, miał dzieci. Obaj ponieśli zawodową klęskę; pomagając innym, nie dali rady samym sobie. Za to niemalże heroiczną postawę w obliczu spadających na nią problemów wykazała Agnieszka, dziewczyna uzbrojona w kruchy, zdawałoby się, oręż – w miłość. Okaże się, że wystarczy tej ostatniej, by uratować życie Michałowi, a życiu innych osób, i to wielu, nadać sens. To wspaniała postać, aż żal, że jakoś w życiu nie spotykamy jej podobnych.

Książki Marka Harnego są na swój sposób przewrotne i to jedna w drugą, a począwszy od roku 2003, gdy autor powrócił na rynek czytelniczy po dłuższej przerwie, wydał już dziewięć tytułów. Były wśród nich powieści mniej i bardziej ważne. Do tych najistotniejszych zaliczyłbym „Urodzonego z wiatru”, poświęconego legendzie podhalańskiego „Ognia”, „Samotność wilków” o stosunkach polsko-ukraińskich i „Zdrajcę” dotyczącego lustracji, a ściśle mówiąc – nieprzeprowadzenia jej w Kościele. Także romanse Harnego, jak choćby „Dwie kochanki” sprzed roku, mają swoje drugie dno, w tym akurat przypadku chodziło o antagonizmy pomiędzy Polakami a Żydami. Podobnie widzę teraz „Wolontariuszkę”, niezależnie od tego, że rozłożenie w niej akcentów niezbyt mi się podoba. Cóż, inaczej pewnie postrzegamy naszą rzeczywistość, inaczej też widzimy Kościół. Muszę być jednak sprawiedliwy; Harny w jednakowym stopniu piętnuje zarówno dewocję lokatorów krakowskiej kamienicy, jak i wolnomyślicielstwo jedynej czarnej owcy w tym towarzystwie, ważnego filozofa prawa – z koniunkturalnych względów ateisty.

Tak naprawdę w tym towarzystwie ktoś taki jak Agnieszka nie miał prawa się uchować. Tym mocniej więc solidaryzujemy się z nią, trzymamy za nią kciuki, kibicujemy jej poczynaniom. Co prawda, ona też w myśl znanej Owsiakowej zasady robi, co chce, ale jej wewnętrzna etyczna busola sprawia, że czyni dobro. Inaczej nie umie czy co?

Krzysztof Masłoń, „Tygodnik Do Rzeczy”