Zmęczony mężczyzna, rozstający się z francuską kochanką w klubie jazzowym na skraju Dzielnicy Łacińskiej w Paryżu. Pasażer samolotu, spoglądający na notatkę o znalezionym w wannie trupie znanej krakowskiej dziennikarki Doroty May. Zasłużony autor, dowiadujący się, że właśnie został wyrzucony z pracy w warszawskiej gazecie. To wszystko Marek Harny zmieścił na pierwszych trzech stronach swojej najnowszej powieści "Pismak", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Czy trzeba czegoś więcej, by chwycić czytelnika za gardło?

Autor robi to z pełną premedytacją i nie puszcza do ostatniej strony. Marek Lubaś-Harny jest wieloletnim dziennikarzem "Gazety Krakowskiej". Będąc sprawnym reporterem, ma świadomość warsztatu, która pozwala prowadzić czytelnika po meandrach kryminalnej historii tak, by nie znalazł on momentu, w którym mógłby odłożyć książkę na półkę
.

 

W "Pismaku" obecne losy Adama Bukowskiego - dziennikarza próbującego rozwikłać tajemnicę śmierci swej dawnej kochanki - płynnie splatają się z przeszłymi wydarzeniami, historią podejmującej ten sam trop amerykańskiej żurnalistki Ester Goldman, oraz z opowieścią o młodych narkomanach, również zamieszanych w śmierć kobiety. W tym ostatnim wątku szczególnie uderza świetny słuch językowy autora, który w trakcie pracy dziennikarskiej zdołał poznać patologiczne środowiska, tak samo zresztą jak świat tytułowych "pismaków", który

Dziennikarze przedstawieni przez pisarza nie są jednak typowymi przedstawicielami dzisiejszych mediów. Zdecydowanie mają za dużo czasu na picie, tak jak główny bohater, który: "Przez kilka godzin zapijał tequilę piwem, ale się nie upił. Czuł tylko wielkie znużenie. W oczach miał szklany pył, w ustach szambo po papierosach". Zamiast oddawać kolejne teksty naczelnemu, wolą poświęcać się uprawianiu seksu, który w powieści czasami przybiera niekonwencjonalne formy - jak się okazuje, specyficzne dla zaangażowanych w swoją pracę dziennikarzy. Kto nie wie bowiem, że można kochać się, równocześnie fotografując z okna manifestację, ten nie poznał specyfiki tego zawodu od podszewki. Adam Bukowski należy do tych szczęściarzy. "Po latach wciąż miał w uszach jej głębokie westchnienia, którym towarzyszyło ciche trzaskanie migawki".

Ale czy bohater przeżyłby to wszystko, o czym pisze Marek Lubaś-Harny, gdyby siedział przed komputerem, tłukąc kolejne artykuły? Na pewno nie. Nie doprowadziłoby go to też do tak przerażających odkryć, jakie stanowią rozwiązanie kryminalnej zagadki. A tę należy poznać, bo jest naprawdę zaskakująca, dochodzenie do niej zaś sprawia czytelnikowi nie mniejszą frajdę niż - jak się zdaje - samemu autorowi.

Magda Huzarska-Szumiec
"Gazeta Krakowska", 26 kwietnia 2005.