Urodzony z wiatru

urodzony z wiatruWyśmienita, dojrzała powieść o człowieku i przekleństwie historii. Osią rozgrywającej się w trzech odsłonach - współcześnie, w latach 70. i podczas II wojny światowej - akcji jest los Andrzeja Kurniawy, dziecka partyzanta od Ognia. Kim był - jest - dla Podhala Ogień, wiadomo. Za PRL-u potępiony i oficjalnie zapomniany, żył w pamięci górali. W powieści Harnego legenda nagle nabiera mocy sprawczej, zaczyna wpływać na życie mieszkańców Nowego Targu. Dzieje się tak za sprawą tajemniczego nieznajomego, który pewnego dnia pojawia się na rynku miasteczka. Okazuje się przybyszem z dwóch najważniejszych dla górali miejsc: Ameryki i przeszłości. Lawina rusza.

Powieść została nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza

Jedna z najważniejszych książek ostatnich lat. Od dawna nie powstała książka tak mocno osadzona w polskich realiach, dotykająca tak ważnych i bolesnych spraw naszej przeszłości, ale i współczesności.
Krzysztof Masłoń, „Rzeczpospolita"

 

 

Marek Lubaś-Harny (ur. w r. 1946) debiutował zbiorem ciekawych opowiadań "Unieś mnie, wielki ptaku" (1975 r.) od razu docenionym przez krytykę - za debiut książkowy otrzymał Nagrodę im. Stanisława Piętaka. Obszerna powieść pt. "Kraina naszej tęsknoty" ukazała się po znacząco długiej przerwie - w 1985 r. Potem jeszcze wydal tom opowiadań "Góry są w nas" - o tematyce podobnej do wcześniejszej prozy - o niespokojnej młodości, taternictwie, losach ludzi gór i ukochanego Podhala. Jednym z wątków była - ostrożnie i jakby tylko naszkicowana w dalekim tle współczesności - tragiczna historia czasów wojny i partyzantki antykomunistycznej na Podhalu. "Urodzony z wiatru" to powieść, która miała się ukazać pod koniec lat 80. Przeszkodziły jednak "obiektywne trudności" - opór cenzury, strach redaktorów i wydawcy. Potem reforma finansowa (oficjalnie) zniweczyła drugą próbę - w 1995 r. Książka w końcu się ukazała przed kilkoma miesiącami - po kilkunastu latach od wypłacenia autorowi honorarium i... rozsypaniu składu. Po kolejnych tarapatach i modyfikacjach Harny doprowadził akcję powieści do roku 2000. Ale aktualizacja niewiele do tej prozy wniosła. Jej główna osnowa i akcja dotyczą początku lat 70. W międzyczasie jej narrator, w którym bez trudu rozpoznamy rysy i biografie samego autora - przedzierzgnął się w poczytnego i wrażliwego dziennikarza. Po studiach na Uniwersytecie Warszawskim i smętnym terminowaniu w prasie lokalnej w Tarnobrzegu, w 1989 r. Marek Harny został publicystą sprywatyzowanej "Gazety Krakowskiej" i przeniósł się do Krakowa na stałe. To, że skończył studia w Warszawie, a nie w Krakowie, ma istotne znaczenie - pozwolił sobie na portret najstarszej polskiej uczelni, na której kładzie się piętno czasu. Mit nieskalanej Alma Mater ulega w jego powieści poważnemu podkopaniu, także osoby niektórych profesorów, wywodzących się z kręgów władzy, przypominają postacie znane z prawdziwych skandali o posmaku kryminalnym. Na pewno przyczyniło się to do kłopotów autora, choć w powieści ich nazwiska zostały literacko zakamuflowane.

Przed kilkoma laty w "Tygodniku Powszechnym" ks. Józef Tischner opublikował esej o Ogniu. Do dziś pamiętam swoją reakcję na ten tekst. Mimo szacunku do autora i sympatii dla tygodnika byłem wręcz wściekły Dlaczego oni nobilitują zwykłego bandziora? Nie mogłem tego zrozumieć. Po ponownej lekturze i nabraniu pewnego dystansu do sprawy, zacząłem zastanawiać się, czy aby na pewno moje przekonanie o zbrodniczej działalności Józefa Kurasia, znanego właśnie pod pseudonimem Ogień, jest uprawomocnione Poszukałem innych lektur na ten temat. Moje oburzenie nieco osłabło, choć nigdy nie byłem w stanie uznać, że działalność Ognia była szlachetną walką o wolną Polskę.

O książce Marka Harnego słyszałem już przed kilkunastoma laty, gdy miała się ona ukazać, lecz dzieło nie ujrzało światła dziennego z powodów cenzuralnych. Historia powtórzyła się w 1995 r., bo choć cenzura formalnie już nie istniała, to myślenie kategoriami prawdy słusznej i nie-słusznej pozostało nawykiem wielu wydawców i krytyków Z tym większą ciekawością sięgnąłem po książkę dziś, gdy wreszcie pojawiła się w księgarniach. I nie żałuję. Ta powieść, z silnymi elementami reportażu, ma wiele zalet. Jest sprawnie napisana, świetnie skonstruowana, zawiera wątki sensacyjne, historyczne i miłosne - czyli wszystko to, co potrzeba, by zwabić czytelnika. Na dodatek porusza kontrowersyjny temat: stosunki polsko-żydowskie od czasów przedwojennych po dzień dzisiejszy oraz właśnie działalność oddziału Józefa Kurasia na Podhalu.

- Facet, kto to kupi? Holocausty, partyzantki, martyrologie, kogo to obchodzi? Wyrzuć te śmieci.
- To nie śmieci, stary.
- A co?
- Nasze, k**wa, życie.


Wrześniowy halny nie należy do najprzyjemniejszych wiatrów. Odczuwa się narastający niepokój, irracjonalny strach nasilający się z każdym silnym podmuchem, co w połączeniu z ciężkim, dusznym powietrzem daje dość wybuchową mieszankę. W 1971 roku, podczas takiej wrześniowej wichury pojawił się w Nowym Targu pewien tajemniczy przybysz z dalekiej Ameryki. Ów mężczyzna stanowił śmiertelne niebezpieczeństwo dla miasteczka, był zarażony czymś gorszym od trądu i dżumy - skażony pamięcią. W miejscu, w którym każdy usiłował zapomnieć wiele bolesnych faktów i wydarzeń pojawiła się osoba, która nie dość, że je pamiętała, to jeszcze postanowiła wydobyć na światło dzienne. Weszła w społeczność miasteczka jak zadra i tkwiła, powodując coraz większy ból i frustrację. Nowotarska ludność stanowiła ciekawą mieszankę - obok siebie usiłowali żyć kaci z UB i ich ofiary. Jakoś im się to udawało, stare rany zaczęły się powoli zabliźniać, tylko czasem w snach pojawiały się demony przeszłości, wydobywane z czeluści uśpionych sumień... Aż przyszedł właśnie ów wrześniowy dzień, w którym do drzwi Andrzeja Kurniawy zapukał tajemniczy przybysz.

W bieżącej produkcji literackiej - bo tak wypada nazwać literaturopodobną działalność poddaną naciskowi rynku, mediów i koniunktur - powieść Marka Harnego "Urodzony z wiatru" wyróżnia się wieloma zaletami. Przede wszystkim, da się ją czytać, co jest teraz wcale niemałą zasługą autora. Ponadto, książka ma treść, naprawdę o coś w niej idzie, w przeciwieństwie np. do wynurzeń prozy kobiecej. Ma też - inaczej niż ambitniejsze pozycje tzw. szkoły gdańskiej - jakąś akcję. No i wyraziste postacie, w przeciwieństwie do słynnej już prozy felietonistycznej Jerzego Pilcha - by poprzestać tylko na kilku charakterystycznych przykładach.

Mimo że powieść Harnego jest - jak na dzisiejsze czasy - dość poważna, czyta się ją z zaciekawieniem Sensacyjna niemal akcja toczy się wartko. A tło opowieści stanowi legenda o oddziale partyzanckim słynnego niegdyś Józefa Kurasia, Ognia, działającego na Podhalu jeszcze przez kilka lat po wojnie. Jak wiadomo, Ogień objął nawet posterunek UB w Nowym Targu. Wrócił jednak ze swym oddziałem do lasu, gdy zrozumiał, że nie da się współpracować z komunistami, a na ich system nie potrafił się przecież zgodzić.

Zginął w 1947 roku. Okrążony przez oddział UB popełnił samobójstwo.

Do historii i legendy podhalańskiego "Ognia" odwołuje się Marek Harny w powieści "Urodzony z wiatru", wydanej nakładem Prószyńskiego i S-ki. Od dawna nie powstała książka tak mocno osadzona w polskich realiach, dotykająca tak ważnych i bolesnych spraw naszej przeszłości, ale i współczesności.

W losach jej bohaterów, zdeterminowanych dramatycznymi wydarzeniami z połowy lat 40. dwudziestego wieku, odbijają się i smutne dzieje PRL z Marcem '68, i rzeczywistość III RP - też skomplikowana i wcale nieróżowa.

W zasadniczym planie fabuła "Urodzonego z wiatru" tkwi na Podhalu, konkretnie w Nowym Targu, na początku lat 70. Wtedy to Marek Harny (ur. 1946) po raz pierwszy spisał historię, której ostateczny kształt miał nadać dopiero po 30 latach. Zdołał jednak, jeszcze w gierkowskiej dekadzie, opublikować w "Nowym Wyrazie" opowiadanie "Kto zabił Wawrzyńca Kurniawę".

- Poznałem kogoś - mówi autor - kto dwukrotnie, za każdym razem inaczej, opowiedział mi historię swojego ojca. Miał on u "Ognia" zginąć, a w istocie ujść z życiem i przebywać w Ameryce. Traktowałem te wynurzenia nie do końca poważnie, ale kolega z Zakopanego, który przeczytał moje opowiadanie, spytał: - Skąd go znałeś? Naprawdę był u "Ognia" taki facet, pojechał do Ameryki, za robotą trafił do Chicago. Ale ty, bracie, przekręciłeś fakty.