W bieżącej produkcji literackiej - bo tak wypada nazwać literaturopodobną działalność poddaną naciskowi rynku, mediów i koniunktur - powieść Marka Harnego "Urodzony z wiatru" wyróżnia się wieloma zaletami. Przede wszystkim, da się ją czytać, co jest teraz wcale niemałą zasługą autora. Ponadto, książka ma treść, naprawdę o coś w niej idzie, w przeciwieństwie np. do wynurzeń prozy kobiecej. Ma też - inaczej niż ambitniejsze pozycje tzw. szkoły gdańskiej - jakąś akcję. No i wyraziste postacie, w przeciwieństwie do słynnej już prozy felietonistycznej Jerzego Pilcha - by poprzestać tylko na kilku charakterystycznych przykładach.

Mimo że powieść Harnego jest - jak na dzisiejsze czasy - dość poważna, czyta się ją z zaciekawieniem Sensacyjna niemal akcja toczy się wartko. A tło opowieści stanowi legenda o oddziale partyzanckim słynnego niegdyś Józefa Kurasia, Ognia, działającego na Podhalu jeszcze przez kilka lat po wojnie. Jak wiadomo, Ogień objął nawet posterunek UB w Nowym Targu. Wrócił jednak ze swym oddziałem do lasu, gdy zrozumiał, że nie da się współpracować z komunistami, a na ich system nie potrafił się przecież zgodzić.

Zginął w 1947 roku. Okrążony przez oddział UB popełnił samobójstwo.

 

Ale powieść Harnego nie opisuje tych wydarzeń. Jej bohaterem jest już syn jednego z dowódców, Ognia, który również zginął w jakiejś akcji po wojnie, lecz w mniej znanych okolicznościach Drugą ważną postacią Urodzonego z wiatru jest tajemniczy nieznajomy, który wrócił po latach z Ameryki i szuka śladów tamtych tragicznych wydarzeń. Wiadomo, że zna wielu ludzi, którzy przeżyli wojnę, ale też sporo wie o tym, co zdarzyło się później. Wydaje się wręcz, że zna jakiś klucz do niewygodnych lub nawet kompromitujących tajemnic przeszłości. Zna dobrze bohatera powieści, losy jego rodziny i znajomych. Autor sugeruje nawet, że może to być jego ojciec, który nie zginął, lecz któremu udało się uciec i przeżyć. Czy przybysz potrafi wyjaśnić i uporządkować biografię bohatera, rozbitą w systemie opresji, kłamstwa i gry pozorów, składających się na rzeczywistość PRL? Ten bowiem nie może w PRL skoczyć studiów i ułożyć sobie życia. Ciąży na nim przeszłość, pochodzenie ojca, piętno wroga systemu. Powraca do Nowego Targu, zostaje kierowcą. Nie pozwala sobie na kompromisy z systemem, choć widzi, że to one są zasadą przetrwania. Nie staje się, jak nieliczni, czynnym opozycjonistą, ale uprawia, jak wielu innych, bierny opór.

Urodzony z wiatru - czyli człowiek znikąd. Ktoś nieokreślony, bez przynależności, pozbawiony korzeni. Nieznajomy z przeszłości również niczego ostatecznie nie wyjaśnia rzeczywistość nie przypomina bowiem łatwej układanki. Nie widać dobrych, trafnych wyborów. Bohater, zachęcony przez nieznajomego do interesów, wyjeżdża za nim do Ameryki.

Akcja powieści komplikuje się, jest wielowarstwowa, sięga aż do czasów obecnych. Z pośrednich relacji dowiadujemy się, że zakłada tam dom, rodzinę, nieźle mu się powodzi, lecz nagle umiera, podobnie jak jego ojciec - w górach. Jednak w tym przypadki jest to już śmierć czasów pokoju, na zawał serca.

W akcji doprowadzonej aż do współczesności został zawarty komentarz odautorski o powstaniu tej książki. A miała ona losy również, można by rzec, powieściowe. Harny nie mógł jej wydać przez dwadzieścia lat. Powody z czasów PRL są przynajmniej oczywiste. Opowiadanie, stanowiące pierwszy szkic do "Urodzonego z wiatru", ukazało się drukiem w miesięczniku literackim w latach 80., ale całości nie udało się Harnemu opublikować nawet po przełomie 1989 roku. Wprawdzie kilku wydawców obiecywało wydanie powieści, ostatni - pod koniec lat 90. - zapowiedział ją nawet na Targach Książki, ale do publikacji ostatecznie nie doszło. Trzeba więc uznać, że Wydawnictwo Prószyński i Ska wykazało się niesłychaną na nasze warunki odwagą, drukując powieść tak powszechnie niechcianą. Można to uznać za swoisty paradoks i symbol naszego życia kulturalnego czy umysłowego. W żadnym kraju Europy, do której podobno aspirujemy, publikacja takiej książki nie wymagałaby od wydawcy jakiejś szczególnej odwagi, prócz finansowej oczywiście Nie jest to bowiem proza w żaden sposób bulwersująca czy ryzykowna, chyba że za skandal uzna się wypominki z przeszłości, a za tabu dobre imię PRL oraz istnienie oporu przeciw jej systemowi. Ewentualnie za nietakt - pytanie, czy był tu w ogóle jakiś komunizm.

"Urodzony z wiatru" Marka Harnego to dobra, wartościowa literatura. Autorowi udało się przekazać sporo prawdy o komplikacjach, złożoności, a często tragizmie polskich losów w ciągu ostatniego półwiecza, o uwikłaniach niejednoznacznej, dziś ledwie tolerowanej przeszłości, o tym po prostu, jak było. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że powieść Harnego wiele by zyskała, gdyby nie była tak skrótowa, pospiesznie, niemal publicystycznie opowiedziana. Splot wydarzeń, komplikacja przedstawionych biografii dostarczają bowiem materiału literackiego raczej w stylu Faulknera niż Hemingwaya czy Hłaski. Toteż sceny erotyczne, płaskie i sztampowe, należą do niewątpliwych słabości tej narracji. Czyżby autor uległ w tym względzie standardom i modom współczesnej propagandy seksualnej?

Marek Klecel
"Tygodnik Solidarność"