Marek Lubaś-Harny (ur. w r. 1946) debiutował zbiorem ciekawych opowiadań "Unieś mnie, wielki ptaku" (1975 r.) od razu docenionym przez krytykę - za debiut książkowy otrzymał Nagrodę im. Stanisława Piętaka. Obszerna powieść pt. "Kraina naszej tęsknoty" ukazała się po znacząco długiej przerwie - w 1985 r. Potem jeszcze wydal tom opowiadań "Góry są w nas" - o tematyce podobnej do wcześniejszej prozy - o niespokojnej młodości, taternictwie, losach ludzi gór i ukochanego Podhala. Jednym z wątków była - ostrożnie i jakby tylko naszkicowana w dalekim tle współczesności - tragiczna historia czasów wojny i partyzantki antykomunistycznej na Podhalu. "Urodzony z wiatru" to powieść, która miała się ukazać pod koniec lat 80. Przeszkodziły jednak "obiektywne trudności" - opór cenzury, strach redaktorów i wydawcy. Potem reforma finansowa (oficjalnie) zniweczyła drugą próbę - w 1995 r. Książka w końcu się ukazała przed kilkoma miesiącami - po kilkunastu latach od wypłacenia autorowi honorarium i... rozsypaniu składu. Po kolejnych tarapatach i modyfikacjach Harny doprowadził akcję powieści do roku 2000. Ale aktualizacja niewiele do tej prozy wniosła. Jej główna osnowa i akcja dotyczą początku lat 70. W międzyczasie jej narrator, w którym bez trudu rozpoznamy rysy i biografie samego autora - przedzierzgnął się w poczytnego i wrażliwego dziennikarza. Po studiach na Uniwersytecie Warszawskim i smętnym terminowaniu w prasie lokalnej w Tarnobrzegu, w 1989 r. Marek Harny został publicystą sprywatyzowanej "Gazety Krakowskiej" i przeniósł się do Krakowa na stałe. To, że skończył studia w Warszawie, a nie w Krakowie, ma istotne znaczenie - pozwolił sobie na portret najstarszej polskiej uczelni, na której kładzie się piętno czasu. Mit nieskalanej Alma Mater ulega w jego powieści poważnemu podkopaniu, także osoby niektórych profesorów, wywodzących się z kręgów władzy, przypominają postacie znane z prawdziwych skandali o posmaku kryminalnym. Na pewno przyczyniło się to do kłopotów autora, choć w powieści ich nazwiska zostały literacko zakamuflowane.

 

Nie to może było jeszcze najważniejsze - ale temat i główne wątki oraz para głównych bohaterów, uwikłanych zarówno w zatajaną przez władze, zakłamaną historię, jak i ukrywaną przez najbliższych krewnych niebezpieczną prawdę o przeszłości rodzinnej. Andrzej Kurniawa nie zna (odkąd tylko sięga pamięcią) prawdy o swoim ojcu, Wawrzyńcu Kurniawie ps. "Góral", znanym z brawury partyzancie w oddziale "Ognia". Enigmatyczne informacje mają go "ochronić" i ułatwić osiągniecie rozwoju "normalnego" obywatela PRL. Zatajanie prawdy ma groteskowe konsekwencje - zauroczony komunistycznym interpretowaniem historii Podhala początkowo rośnie przekonany o słuszności idei socjalizmu, walki z reakcyjnym podziemiem w osobach "Ognia" i "Górala": bandytów z lasu. Niestety, jego płomienny zapał nie znajduje uznania w oczach nauczyciela, byłego oficera Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, i kolegów z klasy. Gorliwość Andrzeja zostaje poddana bolesnym próbom - w końcu bezlitosne dzieci uświadamiają rówieśnika, że jest synem dwojga bandytów, zawziętych wrogów ustroju i państwa. Teraz dopiero wyjaśniają się rodzinne sekrety - "wieczna absencja" ojca (zabitego przez Urząd Bezpieczeństwa) i matki, która odsiaduje długoletni wyrok za "zbrodnie polityczne". Kossakowscy, dziadkowie ze strony matki i jej siostra, a raczej kuzynka Zuzanna, półsłówkami i półprawdami próbują przygotować Andrzeja do dorosłego życia. Ale chłopak niewiele z tego rozumie, a kiedy matka na mocy jeszcze przedpaździernikowej amnestii opuszcza więzienie w Rawiczu - syn przyjmuje ją jako osobę obcą i nie potrafi zupełnie wzbudzić w sobie miłości do niej. Potem dojdzie jeszcze wrogość do ojczyma, delikatnego laryngologa Zawady, który - jak się okaże po latach - był powiązany z przeszłością rodziców Andrzeja wieloma więzami. Zaczyna się trudny okres dojrzewania, a wraz z nim kłopoty z tożsamością. Lata 60. i 70. przyniosą coraz więcej bezlitosnych doświadczeń, rozczarowań i coraz więcej kłopotów. Rozdarty między zakazaną legendą a fałszywą historią młody człowiek staje się emocjonalną mieszanką wybuchowa, bliską eksplozji.

Czytelnicy rozpoznają w prozie Harnego podobieństwa do stylu Hłaski czy Nowakowskiego, krytycy dodadzą Hemingwaya lub Szukszyna, zależnie od gustu. Jest to pisarstwo tradycyjne, proza na pograniczu fikcji i reportażu, z elementami napięcia, konstruowanymi jak w powieści sensacyjnej czy kryminalnej. Narrator trzyma w napięciu czytelnika od pierwszej do ostatniej strony - konstruuje dramatyczne dzieje głównego bohatera, Andrzeja Kurniawy, jak klasyczny scenariusz filmowy. Bunty przeciw rodzinie, ponure i do końca niewyjaśnione okoliczności śmierci ojca, wszystko na tle prowincjonalnej, zatęchłej atmosfery powiatowego życia prowadzą do dramatycznych przygód i ucieczek: z Nowego Targu do Krakowa na studia prawnicze, wydarzeń marcowych i relegowania z uczelni za udział w strajkach studenckich i wypisywanie obraźliwych napisów na dziekana wydziału prawa, służby wojskowej w specjalnej jednostce dla niepokornych w Drawsku Pomorskim, powrotu na Podhale i porzucenia myśli o karierze prawniczej i czerpania pozorów zadowolenia z życia na bardzo marnym poziomie - jako kierowcy dostawczego żuka w miejscowej gminnej spółdzielni - osładzanego flirtami z przygodnymi miejscowymi dziewczynami i kombinacjami na lewych kursach Z kradzionymi z państwowych budów materiałami. Czy skończy kiedyś studia? O tym dowiemy się pod koniec powieści. .

W książce nie brakuje freudowskiego motywu romansu z własną ciotką, która wprowadza Andrzeja w sekrety "ars amandi", perwersyjnie wyzwalającego ich oboje z kompleksu Edypa i Elektry, o czym zaraz huczy cale miasto. Znacznie lepiej rokująca miłość do przyjaciółki z dzieciństwa jest równie burzliwa - Paulina Rajska, córka nowotarskiego wziętego ginekologa - chce przede wszystkim robić karierę światowej dziennikarki. Ażeby to jej w końcu umożliwić, trzeba po prostu przekupić odpowiedniego wykładowcę na Uniwersytecie Jagiellońskim, a droga doń prowadzi przez "szachistę" z Klubu Dziennikarzy "Pod Gruszką" - pułkownika Milicji Obywatelskiej i SB Gniadosza, (w którym bez trudu krakowianie rozpoznają złowrogą wówczas postać Stanisława Wałacha, "autora" zakłamanych wspomnień z czasu "walki o utrwalanie władzy ludowej" pt. "Był w Polsce taki czas"). Gniadosz rozgrywa z narratorem partie szachów, podczas której pada informacja o tym, który profesor na UJ przyjmuje łapówki za zdanie egzaminu i ile należy włożyć dolarowych banknotów do koperty z "dodatkową dokumentacją".

Kulminacyjnym punktem w akcji powieściowej jest przyjazd we wrześniu 1971 r. do Nowego Targu tajemniczego przybysza z Kalifornii, Stevena Safrana, też dawnego partyzanta od "Ognia". Życie wszystkich głównych i epizodycznych postaci powieści Harnego nabiera na chwilę szaleńczego tempa i pomnaża sploty tajemniczych wydarzeń, zapowiadających końcowe dramaty i serie nieszczęśliwych wypadków. Wprawdzie Amerykanin do wszystkich się uśmiecha i sypie obficie napiwkami, ale od razu widać, ze jego postać działa mieszkańcom na nerwy. Wszyscy wydają się spanikowani i wróżą, ze z tego przyjazdu nic dobrego nie wyniknie. "Duch przeszłości" chce tylko zainwestować oszczędności w ziemię i postawić na niej nowoczesny hotel. Szuka działki i pośrednikiem czyni Andrzeja, którego ojciec-bohater uratował Szafrana vel Safrana od śmierci Na tle gór, splotów tragicznych losów ludzi zasypanych w labiryntach pamięci i historii - jego wejście na scenę dramatu jest mocne. Przybysz burzy, niczym "Sprawiedliwy" z prozy Nowakowskiego i "Zły" Tyrmanda, błogostan złodziejsko-pijackiej malej stabilizacji, która wprowadziła w letarg miejscową społeczność. Jego swoboda, wręcz bezczelność i rzucane wprost uwagi na temat zakłamywania polskiej rzeczywistości (pojedynek słowny z cynicznym dziennikarzem Jarugą) wyzwalają ze strachu innych i nakłaniają do upartego nicowania przeszłości. Szafran wie dużo o przeszłości Zbyt dużo jak na zwykłego przybysza z USA. Jego powrót zza oceanu jest próba konfrontacji minionego z przyszłością, prawdy i zakłamania, racji tych, co przegrali, z tymi, co wygrali. Sięgając w pełna dwuznaczności i niedopowiedzeń przeszłość Andrzeja, Harny nie omija bolesnych wątków żydowskich, antysemityzmu, współpracy części górali z hitlerowcami, czyli tzw. operetkowego, Goralenvolku, kolaboracji tych samych ludzi z nowa, zainstalowana przez Rosjan władza. Ani "Ogień", ani ojciec Andrzeja, Wawrzyniec, ani dziadek-kolaborant nie zostaną do końca jednoznacznie oczyszczeni. Linie podziałów zamazują się, zło coraz trudniej odróżnić od dobra. Romanse matki wywołują znaki zapytania: sypała w śledztwie, bo się załamała, czy mówiła ubekom to, co chcieli, bo była świadoma, że tym, którzy żyją, nie zaszkodzi - są daleko i bezpieczni? Obciążała siebie przede wszystkim, ale skazywała na sieroctwo i mękę późniejszych kłopotów swojego jedynaka: czyim był w końcu dzieckiem? Legendarnego Kurniawy czy ubeka Sokolnickiego? Wnikliwy czytelnik domyśli się, który z bohaterów jest nim naprawdę - ten ktoś daje zresztą tego wyraźny dowód: składa bukiet wspaniałych róż na grobie bohaterskiej kobiety - jednej z najodważniejszych i najdzielniejszych tamtego czasu.

Odsłanianie tajemnicy to swoista kara za ciekawość: jak grzech poznania, zerwania jabłka z drzewa mądrości. Są sprawy między ludźmi zbyt zawikłane, zbyt poplątane, żeby nawet najwierniejszy i najprawdziwszy dokument mógł je rozjaśnić. Zwłaszcza, jeśli jest to dokument wymuszony na kimś w śledztwie. To przestroga pisarza - czasem lepiej nie zawierzać nazbyt historii, która odeszła z ludźmi, którzy ja tworzyli. Nawet wtedy, kiedy te przeszłość poznamy - nie ułatwia to nam niczego. Swoje życie buduje się samemu, i to jest najważniejsze. Andrzej Kurniawa, jak sugeruje narrator powieści, rozpoczyna naprawdę nowe życie na emigracji, w Górach Skalistych i może nawet znajduje krótkie, ulotne szczęście, osiągnięte także dzięki bliskiej osobie, którą chciał poznać od dziecka. W tym czasie jedynie na emigracji osoby obciążone winą przez ustrój polityczny mogły z siebie zrzucić piętno rzekomej hańby. Po tragicznej śmierci Andrzeja jego żona Marysia i dawna rywalka Paulina, już jako obywatelki USA, padają sobie w objęcia ze łzami żalu i wybaczenia: oczyszczone przez miłość i ból po stracie męża pierwszej i nieobliczalnego kochanka drugiej - "urodzonego z wiatru", jak mówią złośliwi górale.

Ta powieść nie jest bezkrytyczną rehabilitacją przeszłości, ale próbą odejścia od prostych czarno-białych schematów, którymi z taką łatwością i zapałem posługują się współcześni politycy. Ci, którzy w okresie wojny byli dzielnymi partyzantami, walczącymi z hitlerowcami, po wojnie stają się zwykłymi bandytami, których musi karać za niesubordynacje sam legendarny dowódca. "Kolaborant" góral gra na skrzypcach Himmlerowi na Kalatówkach - ale za plecami Niemców przeprowadza kurierów i uciekinierów przez granicę. Ci, którzy ukrywali z narażeniem życia Żydów, po wojnie polują na ocalałych i ich fantastyczne skarby, istniejące jedynie w ich chorej wyobraźni Morderstwa na Żydach równie dobrze zresztą mogli popełnić ubecy, jak i ludzie "Ognia". Zdrada i miłość, bohaterstwo i zwykła podłość, pojednanie i chęć odwetu to manichejska trucizna, która swoim jadem zatruwa najbardziej elementarne ludzkie uczucia, wspólne plany na przyszłość, niszczy więzi rodzinne i społeczne. A w tle skorumpowana, zdemoralizowana, skundlona, zidiociała Polska Ludowa Bieruta, Gomułki i Gierka - groteskowy twór pojałtanski, kraina, w której żadna z postaci powieści nie czuje się bezpiecznie i szczęśliwie Bo nie jest u siebie. Kiedy żegnamy się z bohaterami, ich powikłanymi, dramatycznymi i romantycznymi losami, pozostaje uczucie niedosytu. Chciałoby się wierzyć, że autor zachował coś jeszcze na zapas w szufladzie, niekoniecznie z akcją na tle pięknych Tatr i z malowniczym folklorystycznym podkładem. Udowodnił bowiem w wydanej po latach powieści, że nie brakuje mu epickiego rozmachu i odwagi w poruszaniu tematów drażliwych, zakazanych w czasach PRL-u, skrzętnie nadal przemilczanych przez bardziej nagłaśnianych, utytułowanych i hojnie nagradzanych biografów, pisarzy, publicystów i historyków.

Jerzy Gizella
"Nowy Dziennik - Przegląd Polski" (Nowy Jork), 29 sierpnia 2003