Znana z radykalnych poglądów młoda antyglobalistka Kinga Stolarek została bestialsko zamordowana. Jej pokryte licznymi ranami zwłoki znaleziono na brzegu Wisły. Komu zależało na jej śmierci? Komu się naraziła? Lista podejrzanych jest dość długa. Rozpoczyna się od nieuczciwego biznesmena Boba Kujawiaka, prowadzi przez nacjonalistyczną organizację Akcja Czysta Polska, a kończy na wypuszczonym właśnie z więzienia seryjnym zabójcy, wampirze z Sanoka. Sytuacja niby klasyczna, ale podwójnie trudna. Wspomniana lista co chwilę uzupełniana jest o nowe nazwiska, wśród których nie brakuje tych formalnie stojących po drugiej, właściwej stronie. Policjantów, detektywów, prawników, a nawet posła kandydującego do Europarlamentu. Każdy jest tu podejrzany, nikomu nie można ufać. Wydaje się, że Kinga zginęła przede wszystkim dlatego, że jako idealistce przyszło jej żyć w świecie, w którym rządzą szemrane interesy, a o prezentowanych poglądach i przyjmowanych wartościach decyduje pieniądz.

 

Marek Harny, autor sensacyjno-kryminalnej powieści W imię zasad ostatnim sprawiedliwym w tym świecie uczynił dziennikarza śledczego Adama Bukowskiego, korzystając przy tym ze starego dobrego schematu. To schemat "uśpionego" detektywa, który ze względu na wyjątkowe znaczenie sprawy, łamie dane samemu sobie przyrzeczenie i "ten ostatni raz" wraca do gry. Bukowski, co prawda, prawdziwym detektywem nie jest, ale skoro nie raz w swej karierze okazał się mądrzejszy od wszystkich, dlaczego i tym razem nie ma być podobnie. Jako że powieść kryminalna (a wraz z nią czytelnik) potrzebuje znowu kogoś, kto jest czysty i komu, podczas gdy trup ściele się gęsto, na pewno uda się dotrwać wraz z nim do końca książki, Bukowski zostaje dodatkowo zmotywowany przez autora faktem, że może tu chodzić o życie jego córki. I wyposażony w sumienie, które podpowiada, że to on kiedyś (namawiając na "ostry" wywiad) stworzył wizerunek Kingi Stolarek, wysyłając ją w paszczę okrutnego świata bez zasad.

Zostawiając więc czytelnika w rękach specjalisty i (w imię zasad) nie zdradzając zakończenia, należy powiedzieć, że jak to często bywa, tu także pod warstwą czysto fabularną kryje się drugie dno. Kryminał Marka Harnego (trzymający mniej lub bardziej w napięciu) nie był chyba sam w sobie celem, ale raczej narzędziem do powiedzenia kilku rzeczy. Przede wszystkim zaś do przedstawienia określonej wizji współczesnej polskiej rzeczywistości. Relatywizm świata powieści Harnego sprawia, że wszyscy wydają się być do siebie podobni. Nieważne okazują się podziały światopoglądowe, ideowe, polityczne. Jak stwierdza w pewnym momencie jeden z bohaterów (konkretnie poseł Rolski): "Polityka to gra. Gra w możliwe". Wtóruje mu narrator oceniający polityczne decyzje i wybory szukającej własnej tożsamości córki Bukowskiego - Agnieszki. O wszystkim zdecydował przypadek? Tak. I celowy autorski zabieg mający na celu pokazanie świata, w którym zamiast prawdy są niedające się zapełnić luki. "Nie bądź naiwny (...), jak chcesz mieć precyzyjne rozwiązanie zagadki, kup sobie Dziesięciu Murzynków albo inne nieśmiertelne dzieło pani Christie. W realu tak nie ma." Tu zamiast opłakiwanej prawdy jest tylko jedno pasujące do wszystkiego tłumaczenie. Politycy, bojówkarze, prawicowcy, lewicowcy, narodowcy, nacjonaliści, antyglobaliści, lewacy... - wszyscy oni są tylko pionkami dla grubych ryb załatwiających swoje interesy, z tymi zakotwiczonymi w ogromnym ogólnoświatowym narkobiznesie na czele. Wszyscy bohaterowie tej powieści albo już to wiedzą, albo wraz z czytelnikiem stopniowo się tego dowiadują. Przyszło im (i nam?) żyć w świecie nieufności, stającym się pokarmem dla estetyki łączącej dziennikarstwo śledcze i tabloidy. Estetyki, którą powieść Harnego w kilku miejscach za pośrednictwem Bukowskiego atakuje, ale która na poziomie formy zostaje jakby w tej powieści usprawiedliwiona. Chcąc udowodnić, jakie coś jest złe, trzeba dać temu czemuś mówić. Tak robi Bukowski, wracający do pisania swoich opartych czasem na domniemaniach artykułów, tak robi Harny, pisząc osadzony w polskiej rzeczywistości kryminał.

Bo choć powieść w Imię zasad ostatecznie nie może stać się przeciwstawianym Agacie Christie realem, to z pewnością mamy do czynienia z literaturą, która w kontekście "prawdziwej" rzeczywistości chce być czytana. Owszem, Harny zniekształca albo wymyśla nazwy organizacji (Akcja Czysta Polska, Ruch Uwolnić Konopie), czasopism ("Przyszłość", "Głos Krakowa"), programów telewizyjnych ("Rozmowy w biegu"), a zamiast Marszu Równości w powieści obserwujemy Marsz Wolności. Tyle że nie chodzi tu raczej o zmylenie, a o wskazanie tropów. Nie o uogólnienie, a raczej o skonkretyzowanie i upodobnienie. Już na pierwszej stronie pojawiły się nazwiska Lecha Kaczyńskiego, George'a Busha i temat tarczy antyrakietowej - co jest chyba celowym kompozycyjnym zabiegiem. Wprowadzenie do świata fikcji prawdziwych nazwisk każe czytelnikowi cały czas podejrzewać później (w innych sytuacjach, przy innych postaciach), że ma do czynienia ze swoistą wersją powieści z kluczem i że może niektóre fakty są prawdziwe. To też element wspomnianej estetyki nieufności przynoszącej niby przerysowany, ale narzucający się świat. Trochę jak w "Psach" Pasikowskiego, do których powieść W imię zasad w tytule, motcie, powieściowych dialogach i odwracającym sytuację zakończeniu się odwołuje. Rzeczywistość i ostatecznie chyba też poetyka nieco inne, ale założenie jakby to samo. Pokazać bebechy, odheroizować wielkie ideowe spory, w imię zasad powiedzieć, że wszystko, póki co, tego samego (wiadomo czego) warte.

Powstrzyma się jednych, to przyjdą następni. Dopóki będzie się legitymizowało świat przestępczy, pozwalało bossom narkotykowym na czerpanie zysków i budowanie siatki wpływów, nic się nie zmieni. To wnioski nasuwające się, gdy chcemy czytać powieść Marka Harnego na poważnie. Widzimy wtedy schowany pod maską kryminału głos w sprawie legalizacji, a ostateczna wymowa jest dość jasna. Zginęło wielu ludzi. Kto zabił? Kto zawinił? Wszyscy ci, którzy pozwolili działać bossom narkotykowego świata, a więc też ci, którzy nie chcą doprowadzić do wprowadzającej kontrolę legalizacji. To trochę proste tłumaczenie, ale do takich wniosków prowadzą i zapatrywania (ostatniego sprawiedliwego bohatera) Adama Bukowskiego i zakończenie powieści, do którego odsyłam. Marek Harny (celowo lub nie) napisał książkę z takim właśnie wydźwiękiem, a ja spieszę z wyjaśnieniami, że moją skromną recenzją tejże wcale nie "wielkiej" powieści nie zamierzam stawać po żadnej ze stron. Zamierzam za to powiedzieć, że przeniesienie ważnej dyskusji do tego typu, czy raczej do tej konkretnej powieści trochę sprawę spłyca. I zabiera wiele zarówno (ważnej przecież) dyskusji, jak i książce, która nigdy nie sjest światopoglądowo niewinna, a która tylko czasami (tak jak tu) z góry pozwala na niepoważne siebie traktowanie. Zresztą może wmówiłem powieści Harnego jakieś większe ambicje. W każdym razie jest seks, są strzelaniny, nagłe wyjścia z sytuacji, akcje z udziałem antyterrorystów i saperów, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim zdanie, że narkobiznes chyba faktycznie boi się legalizacji dragów. Takie zestawienie to usprawiedliwienie i dla argumentu i dla powieści, która przecież w każdym momencie każe sobie powtarzać, że przecież jest tylko rozrywką i pytać, czego się tu od niej chce. Pozostaje wątpliwość i pewnie o to właśnie chodziło..



Grzegorz Kozłowski
Wirtualna Polska, 29.03.2011.