Co robić, kiedy nie widzi się prawdy, tylko same kłamstwa? Płynąć z ich nurtem - podpowiada rozsądek. Może i racja... Skoro nie można inaczej. Skoro tak trzeba. Skoro płyną z nim inni. Z pewnością zaś ci, którzy się liczą albo chcą się liczyć. Nic dziwnego, że nie ulec tej pokusie tak trudno. Zresztą, ten wartki nurt zdaje się umacniać swoista polityczna koniunktura. Wspiera zaś niepewność ukryta w teczkach i "właściwie" pojęta troska o bezpieczeństwo. Oczywiście swoje.

Teczka... Jej istnienie bądź brak mogą dziś decydować o ludzkim losie. I decydują. Przekonuje się o tym Konrad Halicki, bohater historii Harnego. Jego "Zdrajca" to opowieść o życiu za oknem. O cenie za uczciwość. O wierności i kłamstwie. O tym, co wypełnia pierwsze strony gazet, czym karmią nas telewizyjne programy informacyjne. Wreszcie i o tym, na co czeka gawiedź, która - co zauważa jeden z powieściowych esbeków - "chętnie uwierzy we wszystko, co wskazuje, że są na świecie większe świnie".

 

Jest to obce Halickiemu, który w czasach komuny przeszedł swoje. Był już wtedy księdzem. Na własnej skórze doświadczył metod bezpieki i dobrodziejstw systemu. A ten robił wiele, aby w końcu go złamać. Teraz jednak - rzecz dzieje się tuż po śmierci papieża - Konrad znów staje się niewygodny. Niechęć budzi jego pryncypialność, czym przypomina Thomasa Moore'a ze sztuki Roberta Bolta "A Man for All Seasons". Jest więc coraz bardziej świadom, że cokolwiek zrobi, zostanie uznany za zdrajcę. Powód? Nieelastyczny stosunek do prawdy.

Zresztą, z tą problemy miał już od dzieciństwa. Był bowiem dzieckiem - jak portretuje go Harny - "niesłychanie prawdomównym, co niektórzy brali za objaw lekkiego niedorozwoju". Dziś przychodzi mu za to płacić. Ceną jest głowa jego bądź innych, których zechce poprowadzić na symboliczny szafot. Co prawda, dziś nie traci się tam głowy, a jedynie dobre imię. Tyle że ono jest dla wielu wszystkim, co posiadają.

Dobrze się stało, że ta powieść powstała. Przynosi obraz naszych dni nasyconych podejrzliwością, z lustracją w tle. Dalekich od sierpniowej sielanki roku '80. Pojawiają się na kartach książki bohaterowie i ofiary nowego czasu. Można je łatwo rozpoznać. Harny rysuje je bowiem wyraźną kreską. Szkicuje charakterystycznie. Dobrze oddaje też i właściwy naszym czasom polityczny klimat. Te aurę społecznego jadu, w której zdaje się pobrzmiewać potężny rechot tych, którzy i kiedyś, i dziś rozdają role w tym nazbyt marionetkowym świecie.

"Zdrajca" nie jest, jak postrzegają to niektórzy, głosem przeciwko lustracji. Jest raczej wołaniem o szacunek dla prawdy. Jest formą obrony przed szaleństwem tych, których Bogu spodobało się oślepić.

To na pewno pasjonująca lektura. Niepokojąca. Rodząca wątpliwości w miejscu, w którym cel ma uświęcić środki. To właśnie dylemat bohatera - księdza Halickiego - czy ma prawo oskarżać, nie mając pewności? Staje się więc "zdrajcą". I bynajmniej nie dlatego, że porzuca prawdę...


Krzysztof R. Jaśkiewicz
"Notes Wydwaniczy"nr 1, styczeń 2008