Nie ma lepszego materiału na bohatera literackiego niż ksiądz. Sutanna skrywa bowiem nieprzebrane pokłady pierwszorzędnego materiału prozatorskiego, niestety jednak nie każdy sobie z nim poradzi. Tu trzeba autora z jajami - do tańca i do różańca.

Dosyć paradoksalnie, sporo dobrych powieści o księżach ukazało się w Polsce zniewolonej przez ateistyczny reżim. Czytało się Bernanosa, Greene'a, Marshalla, Barretta, Grabskiego czy nawet Dobraczyńskiego...

Tak więc, kiedy skończył się czas kontroli publikacji, a spuszczone z łańcucha na początku lat dziewięćdziesiątych wściekłe psy zmęczyły się antyklerykalnym ujadaniem, można było zacząć ów fascynujący temat literacki spokojnie a twórczo rozwijać, tymczasem w tej materii na księgarskich półkach posucha.

 

Ale ostatnio coś jakby drgnęło. Wspólnymi siłami WAM-u i Prószyńskiego ukazała się powieść pod intrygującym tytułem "Zdrajca" - przykuwająca uwagę koloratka w centralnym punkcie okładki nie pozostawia wątpliwości, iż rzecz będzie o księdzu.

Który z przywołanych powyżej typów eksploruje jej autor, Marek Harny? Żaden (to jeszcze jeden przykład na pojemność formuły) - bliżej mu raczej do postaci księdza-detektywa znanego literaturze co najmniej od czasów Chestertona. Idzie o rzecz poważną - ksiądz Konrad zmaga się z upiorami przeszłości, które znienacka wyskoczyły nań - niczym erynie na Orestesa - z teczki otwartej w archiwum IPN. Jak najdalszy od pragnienia zemsty czy rozpętywania nagonki wzdraga się nawet przed wysuwaniem oskarżeń, gdyż nie ma po temu dostatecznie mocnych dowodów. Chce tylko poznać prawdę.

Słyszałem opinię, że "Zdrajca" to głos przeciw lustracji. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Z każdą przeczytaną stroną rosło we mnie przekonanie o absolutnej jej niezbędności.

Harny napisał jedną z najważniejszych książek o Polsce i Polakach dwudziestego stulecia, bezsprzecznie najlepszą w ostatnich latach. Precyzyjnie skonstruowana fabuła, znakomicie poprowadzona na trzech planach, do tego klucz - w każdym niemal bohaterze rozpoznajemy postać autentyczną.

Dlaczego zatem "Zdrajca" nie stał się wydawniczym superhitem? Bo został zignorowany przez media, które, owszem, chętnie rzucają się na doraźną sensację, jak ognia jednak unikają refleksji natury ogólniejszej. Do tego bowiem trzeba mieć własne zdanie, a co gorsza - publicznie je wyrazić. I w tym cały problem - jeszcze kto zapamięta...


Jerzy Wolak
Magazyn Literacki "Książki" Nr 5, maj 2008